XREAL Air 2 Pro to okulary AR, które obiecują efekt 130-calowego ekranu w urządzeniu ważącym zaledwie 75 gramów. Brzmi jak technologiczna rewolucja - wielki ekran bez telewizora, prywatne kino w kieszeni. Wypożyczyłem je z firmy na kilka tygodni i przetestowałem we wszystkich scenariuszach, jakie przyszły mi do głowy. Nikt mi za tę recenzję nie zapłacił, więc mogę być szczery. I będę.
Rzeczywistość okazała się znacznie bardziej skomplikowana niż obietnice marketingowe. Jako ktoś, kto od ponad 20 lat testuje produkty technologiczne, mam dosyć wysokie oczekiwania - i XREAL miał je spełnić.
Jak wypada jakość obrazu XREAL Air 2 Pro?
Na papierze specyfikacja robi wrażenie. Wyświetlacz Sony Micro OLED, rozdzielczość 1920x1080 na każde oko, częstotliwość odświeżania 120 Hz i efekt ekranu porównywalny ze 130 calami z odległości czterech metrów. Pierwsze wrażenie po założeniu okularów jest faktycznie imponujące - obraz jest duży, kolory żywe, a płynność animacji nie budzi zastrzeżeń. Nie ma efektu siatki pikselowej znanego z tańszych gogli VR.
Problem pojawia się po kilku minutach, gdy mija efekt nowości. Pracuję na MacBooku z wyświetlaczem Retina, filmy oglądam na porządnym OLED-ie od LG i jestem przyzwyczajony do wysokiej jakości. Na tym tle XREAL Air 2 Pro wypadają przeciętnie. To nie jest zła jakość, ale daleko jej do efektu “wow”, który obiecuje marketing. Do dobrego telewizora nie ma nawet porównania.
Co gorsza, krawędzie ekranu są rozmyte i mają przebicia kolorów. To typowe ograniczenie technologii optycznej stosowanej w takich okularach, ale producent o tym milczy. Z czasem można to zignorować, natomiast początkowe rozczarowanie jest dość silne.
Jak XREAL sprawdzają się przy oglądaniu filmów?
Przetestowałem najprostszy scenariusz - usiadłem wygodnie i włączyłem Gladiatora 2 ze smartfona Honor Magic 5 Pro. Po 23 minutach miałem dość i zdjąłem okulary. Te niecałe pół godziny zużyło ponad 20% baterii telefonu. Prosty rachunek pokazuje, że pełnometrażowy film praktycznie rozładuje smartfon do zera.
Co gorsza, podczas oglądania nie da się ładować telefonu, bo jedyny port USB-C jest zajęty kablem od okularów. Tak - XREAL Air 2 Pro to okulary z kablem. W 2025 roku, gdy praktycznie wszystko działa bezprzewodowo, musisz wybierać między oglądaniem a ładowaniem.
Ale prawdziwy szok czekał mnie, gdy odpaliłem aplikacje streamingowe. Netflix i Disney+ na tych okularach wyświetlają tylko kontrolki i napisy, a nie sam obraz filmu. Kupujesz okulary za 2000 zł do oglądania filmów, a Netflix nie działa. Showmax akurat działał poprawnie, ale to słabe pocieszenie. Wyobraźcie sobie smartfon bez aparatu - tak absurdalnie to brzmi.
Co z dźwiękiem i komfortem noszenia?
System audio wykorzystuje technologię Directional Audio z podwójnymi głośnikami stereo. Efekt przestrzenny robi wrażenie - dźwięk jest fajnie rozłożony, czuć trójwymiarowość. Natomiast jakość samego dźwięku jest słaba. Brakuje głębi, basy są praktycznie wycięte. Przypomina to trochę sytuację z Ray-Banami Meta - z tak małych głośniczków trudno wycisnąć coś więcej.
Dźwięk nie jest drażniący dla otoczenia przy normalnej głośności, ale jest słyszalny. Oglądanie w nocy lub w pociągu bez słuchawek odpada - a to kolejne urządzenie do zestawu.
Za to wykonanie zasługuje na pochwałę. Materiały są porządne, mocowanie zauszników metalowe, podpórka na nos dostarczana w trzech rozmiarach naprawdę dobrze trzyma okulary. Przy 75 gramach to naprawdę lekki sprzęt. Wszystko mieści się w futerale niewiele większym od standardowego etui na okulary.
Ale jest kilka poważnych problemów z komfortem:
- Lewy zausznik (ten z kablem) nagrzewa się szybko i nieprzyjemnie - przy podłączeniu do MacBooka to już naprawdę uciążliwe
- Po 20 minutach zaczynają boleć oczy - pewnie da się do tego przyzwyczaić, ale oczekiwałem przyjemności, a nie potrzeby adaptacji
- Kabel ogranicza swobodę - musisz jeszcze zdejmować osłonę z telefonu, bo inaczej złącze USB-C nie trzyma pewnie
Jakie ukryte koszty ma XREAL Air 2 Pro?
To chyba najbardziej frustrujący aspekt tych okularów. Za 2000 zł nie dostajesz kompletnego produktu - dostajesz fundament, który wymaga dalszych inwestycji.
Sterowanie jest minimalistyczne do absurdu. Główny przycisk zmienia zaciemnienie okularów - funkcja, której używasz raz na sesję. Dwa kolejne przyciski regulują jasność. Żeby zmienić głośność, trzeba kombinować z przytrzymywaniem przycisków. Pauzy filmu nie ma w ogóle - musisz sięgać po telefon, którego ekranu i tak nie widzisz wygodnie przez okulary.
Elektrochromatyczne przyciemnianie - trzy poziomy (0%, 35%, 100%) - brzmi jak funkcja premium. W praktyce jest mało przydatne. Przy pracy nie jestem w stanie używać okularów wystarczająco długo, żeby to miało znaczenie, a przy oglądaniu filmów i tak chcę pełne zaciemnienie.
Aplikacja Nebula na Androida, polecana do aktualizacji firmware, po prostu nie działa - jest wycofana i prawdopodobnie nigdy nie funkcjonowała poprawnie w Polsce. Na szczęście aktualizację można przeprowadzić z komputera przez przeglądarkę Chrome, ale to pokazuje niedojrzałość ekosystemu.
Ile naprawdę kosztuje pełny zestaw?
A do tego dochodzi XREAL Beam Pro za kolejne ~1000 zł. To przystawka, która rozwiązuje problemy z baterią, dodaje zarządzanie ruchem obrazu (bez niej wirtualny ekran “goni” Twoją głowę) i umożliwia podłączenie urządzeń HDMI, takich jak PS5. Opinie użytkowników potwierdzają - bez Beam Pro to połowa produktu.
Tylko że z Beam Pro z lekkiego i przenośnego sprzętu robi się plecak kabli: okulary, kabel do okularów, Beam Pro, kabel do Beam Pro, zasilacz, ewentualnie słuchawki. Łącznie wydasz ponad 3000 zł - a za tyle kupisz przyzwoity telewizor, przy którym nie trzeba się szarpać z kablami i można obejrzeć film we dwoje.
Czy XREAL Air 2 Pro to gotowy produkt?
Gdybym miał porównać te okulary do czegoś, powiedziałbym że są jak pierwszy iPhone - słaba bateria, brak App Store’a, nie można było nawet skopiować tekstu. Ale tamten iPhone miał wizję przyszłości na tyle przekonującą, że ludzie zaakceptowali wczesne niedogodności.
XREAL Air 2 Pro mają podobny potencjał, ale za dużo rzeczy jeszcze nie działa. Brak sensownego sterowania, problem z kompatybilnością ze streamingiem, kabel zamiast bezprzewodowej łączności, konieczność dokupowania akcesoriów - to wszystko składa się na obraz produktu, który trafił na rynek o jedną generację za wcześnie.
Jeśli interesuje Cię, dla kogo okulary AR faktycznie mają sens i jak wypadają na tle Meta Quest czy projektora, rozwijam ten temat w osobnym artykule.
Kupować czy nie?
Kupuj, jeśli: lubisz technologiczne zabawki, masz budżet na Beam Pro (bez niego sens zakupu jest wątpliwy) i akceptujesz, że to wciąż wczesna technologia z masą ograniczeń.
Nie kupuj, jeśli: masz ograniczony budżet, oczekujesz komfortu “plug and play” albo potrzebujesz niezawodnego sprzętu do codziennego oglądania. Rozważ raczej Meta Quest - kosztuje podobnie, ale oferuje znacznie więcej funkcjonalności i działa niezależnie, bez kabli. Albo projektor - nawet taki za 400 zł da efekt kinowy, który możesz współdzielić z innymi.
Technologia mnie fascynuje i widzę dokąd zmierza, ale ten konkretny produkt to jeszcze ciekawostka, nie rewolucja. Jak długopis do pisania końcówką do góry - “niby w kosmosie będzie działał”, ale kto z nas faktycznie leci w kosmos?
Więcej recenzji gadżetów i analiz technologii znajdziesz na kanale Wydanie Zbiorcze.